10.04.2010 – data, która Polakom zapisała się na kartach historii Polski. Zostali zamordowani i zgładzeni przedstawiciele polskiej polityki. Fałszerstwo i kłamstwo bardzo długo tuszowane wychodzi na jaw. Ten proceder był zaplanowany i zrealizowany, natomiast opinii publicznej podano sfałszowane informacje.

Za ten proceder odpowiedzialny jest cały sztab tajnych służb i grupa ludzi nie tylko z Polski, ale i z Rosji.

Większość nawet nie wiedziała o planowanej tajnej misji osłabienia gospodarki Polski oraz dezinformacji na masową skalę.

Jednak część osób doskonale wiedziała o planowanym zamachu i prowadzeniu działań doprowadzających do katastrofy.

Wasz obecny rząd nie jest polskim rządem, tylko polskojęzycznym rządem.

To kooperatywa doprowadzająca do dezintegracji Narodu od środka.

W owym czasie władze nad Polską sprawował Lech Kaczyński oraz elita polityczna u jego boku – najważniejsi ludzie w Waszej Ojczyźnie.

Tamtego dnia za prezydenta oraz bezpieczeństwo tych wszystkich osób odpowiadała kancelaria premiera D. Tuska.

ofiary-katastrofy-smoleńskiej.jpg
foto.123rf.com

Zaplanowany brak bezpieczeństwa

A tymczasem nie poczyniono nic by to bezpieczeństwo zachować.

W pobliżu nie było żadnej jednostki odpowiadającej bezpieczeństwu, ani nikogo z ochrony.

Nie było nawet jednego BOR-owca.

Nie było także samochodów, które miałyby zapewnić bezpieczny transport oraz nie czekała ani jedna osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo tych ludzi.

Nie podjęto żadnych środków takowego zapewnienia ochrony i bezpieczeństwa.

Lot samolotu był tak precyzyjnie sprowadzany, by doszło do katastrofy.

W eterze gęstości wszystko jest zachowane, bo jest to pamięć przestrzeni.

Nawet tajne rozmowy od słowa do słowa, wszystkie kody i tajne dokumenty dotyczące planowanego świadomego zamachu, każda sekunda jest zachowana i można ją precyzyjnie odtworzyć.

Podczas lotu na pokładzie samolotu zostały aktywowane środki destrukcyjno-wybuchowe.

Daremne wysiłki pilota

Lot i maszynę pilotował zaufany bardzo profesjonalny pilot p. Arkadiusz Protasiuk, który w porę zrozumiał, że jest to lot w jedną stronę.

To lot bez możliwości jakiejkolwiek pomocy i odwrotu od przeznaczenia, że wszyscy są sprowadzani na pewną śmierć.

Jego profesjonalizm oraz wiara nadal trwały do końca, walczył jak mógł, by bezpiecznie sprowadzić maszynę na ziemię, czuł na sobie brzemię odpowiedzialności za pasażerów.

W porę zrozumiał, co się dzieje i postanowił mimo to poderwać maszynę.

Wyłączył też system automatycznego wznoszenia i za pomocą ręcznego sterowania rozpoczął proces wznoszenia samolotu.

Wszystkie wysiłki pilota były daremne, samolot kontynuował zniżanie, a wysokość położenia maszyny postępowała.

Po czasie systemy pokładowe zarejestrowały ciąg awarii, które były niczym innym jak detonacjami wybuchowymi.

W następstwie samolot stracił fragment skrzydła, co oznacza utratę siły nośnej oraz dające się odczuć pogorszenie sterowności.

Pilot był już pewien, że nie zdoła bezpiecznie sprowadzić maszyny na ziemię.

To był precyzyjnie zaplanowany atak, by pilot nie mógł okiełznać bezpiecznie maszyny, mimo że był to sprawdzony i profesjonalny pilot.

Siłą swego geniuszu p. Arkadiusz Protasiuk nadal zachowywał spokój z nadzieją sprowadzenia maszyny bezpiecznie na lądowisko.

Ciąg eksplozji

Po kilku sekundach pojawia się następny ciąg eksplozji, gdzie po raz kolejny systemy pokładowe samolotu rejestrują je jako awarie.

Samolot wtedy bardzo szybko zaczął tracić wysokość.

Maszyna była na wysokości 15 metrów nad ziemią, kiedy nastąpił całkowity zanik i brak zasilania.

Pilot p. Arkadiusz Protasiuk wtedy mógł już tylko zrobić tyle, ile tylko człowiek był w stanie uczynić.

Samolot od początku był błędnie naprowadzany, a na tym etapie już nie było można zatrzymać procesu obniżania.

Maszyna tego dnia była we mgle, do uderzenia w ziemię brakowały już tylko sekundy, eksplozje wewnątrz dokonały reszty.

Zaczęły się wcześniej niż planowano, by uniemożliwić pilotowi uratowanie maszyny i pasażerów.

Pilot, który zorientował się, że to zamach chciał do ostatniej chwili opanować maszynę i uratować wszystkich.

Działo się to wszystko z sekundy na sekundę.

Pilot p. Arkadiusz Protasiuk zorientował się i doskonale znał prawdę, że w samolocie są materiały wybuchowe, natomiast zamachowcy nie mogli pozwolić na to, aby samolot oddalał się od lotniska.

Pasażerowie nie mogli skorzystać z telefonów komórkowych, które także były zakłócane, by przekazać prawdę swym bliskim.

W tym momencie zaktywowali serię eksplozji, która to miała być uruchomiona po roztrzaskaniu się samolotu w lesie, ale do którego roztrzaskania nie doszło, dzięki uporczywej walce o przetrwanie za sprawą geniuszu polskiego pilotażu p. Arkadiusza.

Wielki wybuch

To dlatego po serii wybuchów i rozrywania maszyny w trakcie lotu, rozrzut szczątków samolotu był aż tak rozległy.

Pilot ratując maszynę, zdołał jednak wznieść nieznacznie samolot na wysokość, która była absolutnie nie do uwierzenia przy zniszczeniach, jakie posiadała maszyna.

Każda zwłoka morderców przy detonacji ładunków wybuchowych oznaczałaby większy obszar rozrzutu, wręcz na ponad kilometr.

Samolot rozpada się, zostaje rozerwany na części.

Kilkanaście metrów nad ziemią zaczął się rozpadać, na długo przed mityczną brzozą.

To, że maszyna i to właśnie na tak wielkim obszarze, traciła swe części, jest wynikiem klęski zamachowców w walce z polskim pilotem.

To także drodzy Polacy, przesłanie dla Was jako jego rodaków oraz dla tych, którzy chcą wiedzieć prawdę.

To przesłanie nie tylko dla Polski i Polaków, ale i dla całego świata – jak bardzo potrafią być sprzedajni ludzie, którzy mieli czelność nazywać siebie Polakami i którzy umożliwili ten zamach na tzw. pasku obcych służb.

Miejsce tej tragedii i tej katastrofy jest świadectwem fałszerstwa i kłamstw, którymi Was karmią do dzisiaj.

Przyczyny tej katastrofy podawane są owego dnia do wiadomości światowej opinii publicznej już minuty po tragedii, a przecież sami wiecie, że badanie przyczyn i przebiegu katastrof lotniczych trwa miesiącami, a niekiedy latami.

Rosyjski wkład

Przed lotem samolot na czas remontu został oddany w ręce Rosji.

Służby tego kraju miały do maszyny pełen dostęp.

smoleńsk-katastrofa.jpg
foto.123rf.com

Nawet rosyjska telewizja nakręciła reportaż, w którego trakcie ekipa telewizyjna wkroczyła na pokład samolotu celem uwiecznienia maszyny po “remoncie”.

Były też tam kobiety, które majstrowały w skrzydle samolotu.

Samolot na czas “remontu” trafił do Samary.

Tak właśnie zadbano o jego bezpieczeństwo.

Gdy samolot wrócił do kraju, nie został sprawdzony przez polskie służby.

Bezpodstawnie kłamano, iż generał Błasik był w kokpicie i wywierał naciski, a gdy kłamstwo wyszło na jaw, nikt nie przeprosił.

GDZIE WASZA POKORA?! – to niedopuszczalne.

Samolot, w którym miały lecieć najważniejsze osoby rządu polskiego, nie został objęty żadną ochroną.

Samolot był narażony na działalność rosyjskich służb.

Przypominam – samolot wrócił do Polski, nie przeszedł żadnych badań, mających wykazać, że jego używanie nie zagraża bezpieczeństwu.

Niestety, lot nie skończył się szczęśliwie, bo do nieszczęścia właśnie dochodzi w Rosji.

W kraju, którego służby specjalne miały dostęp do samolotu w czasie remontu.

Wyczulam Was, że kraj, który zaniechał badania bezpieczeństwa samolotu po powrocie z Rosji, także godzi się na oddanie wraku i czarnych skrzynek Rosji.

Jak śmieci…

Ciała ofiar były dosłownie zgarniane oraz zbezczeszczone.

Wszystko było pakowane, dosłownie – pakowane – jak śmieci i to tak szybko, jak tylko było można.

Ekipy uwijały się by dany teren “wyczyścić” – bardzo przepraszam, że użyłam tego słowa.

Są rejestry krzyków oraz wyraźne wołanie o pomoc, a także rosyjskie krzyki, a nawet polecania oznaczające: zabij, dobij lub zabijaj tu itd.

Ekipa, która tam dotarła, pozostałych przy życiu “zabijała – dobijała” strzałami z broni palnej.

Oczywiście, że jest opinia, że krzyki oraz dźwięki można było dodać na drodze edycji materiałów i że pierwszy materiał, jaki dotarł do sieci ich nie posiadał.

Ale jakkolwiekby to nie wyglądało, nie ulega wątpliwości, że można na filmie dostrzec osobę, która przeżyła, machającą ręką, wołającą o pomoc.

Ta osoba nie była w stanie wstać, jej stan pozwalał jedynie na poruszanie ręką oraz głową.

Ta osoba żyła!

A skoro żyła, czemu nie udzielono jej pomocy?

Tu wątpliwości nie ma.

Pamiętacie zapewne, że od pierwszych chwil wszystkie komunikaty mówiły, że wszyscy zginęli.

W rękach Rosji

Po katastrofie oddano śledztwo, wrak i czarne skrzynki w ręce Rosjan.

Rząd D. Tuska oddał tak wrak, jak i czarne skrzynki Rosji, czyli Waszą własność i koronny dowód w sprawie.

Rosjanie udostępnili nagrania z czarnych skrzynek dopiero po 13 miesiącach od daty 10.04.2010.

katastrofa-smoleńska.jpg
foto.123rf.com

Nawet nie pochylono się zbytnio nad jego analizą.

Natomiast skrzętnie zadbano, aby zniszczyć i zatuszować wszelkie dowody wskazujące na odkrycie faktów – oczywiście piszę o tych osobach, które wydały polecenie niszczenia wraku samolotu a nie o osobach, które to polecenie realizowały.

Bezpodstawnie kłamano, iż generał Błasik był w kokpicie i wywierał naciski.

Gdy kłamstwo wyszło na jaw, nikt nie przeprosił.

Za bezpieczeństwo głowy państwa odpowiadał premier – wówczas D. Tusk.

Pani Kopacz zapewniała, że sekcje miały miejsce i że były przeprowadzone prawidłowo, że uczestniczyli w nich także polscy lekarze.

To jest oszustwo, ona KŁAMAŁA.

Członkowie Platformy – jak ujawnił generał Petelicki (samobójca z kilkoma ranami postrzałowymi) – krótko po tragedii otrzymali esemesa, którego treść wskazywała, że katastrofę spowodowali piloci i należy ustalić, kto ich skłonił, aby zeszli tak nisko…

Takie fakty miały miejsce 10 kwietnia 2010 roku – jedna, a może i kolejna z największych tragedii, jaka dotknęła Polskę.

Zginęło 96 osób.

autor:Semjase

Inne artykuły SEMJASE:

https://www.odkrywamyzakryte.com/ujawnienie-2/

https://www.odkrywamyzakryte.com/holokaust-szczepionkowy/

https://www.odkrywamyzakryte.com/wielowymiarowosc-duszy/

https://www.odkrywamyzakryte.com/gestosci-zycia/

https://www.odkrywamyzakryte.com/nadchodzi-wielka-przemiana/

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.