Codziennie mijasz ludzi. Ludzi, którzy muszą udawać. Że wszystko jest okej, że są zadowoleni, że żyją w zgodzie z sobą i innymi. Ludzi, grających swoje role z największym zaangażowaniem, przekonani, że o tę właśnie grę, w takiej formie, chodzi. Nie pytają, nie podważają rzeczywistości. Ludzie, którzy zapomnieli, jak to jest prawdziwie kochać…

Biorą świat dokładnie taki, jaki jest.

Muszą przecież zadbać o siebie, zadbać o swoje finansowe bezpieczeństwo, wysłać do szkoły dzieci.

Muszą pójść jutro do pracy, muszą jechać do sklepu, spłacić ratę kredytu.

Jeśli czas pozwoli, w piątek po pracy pójdą na imprezę, bo przecież MUSZĄ rozładować w jakiś sposób emocjonalne napięcie całego tygodnia.

Ci ludzie absolutnie wierzą, że wszystko, co wokół nich się dzieje, jest prawdą.

Zewsząd wokół dostają jedynie potwierdzenie, że życie jest po prostu gonitwą za materialnymi dobrami.

Żyją oni w ciągłym lęku, z którego nawet nie zdają sobie sprawy i to stanowi ich największą, osobistą tragedię.

Nie potrafią wymknąć się z zamkniętego schematu funkcjonowania, ponieważ nie posiadają w swoich historiach żadnego zewnętrznego punktu odniesienia.

Codziennie mijasz tych ludzi i zastanawiasz się, dlaczego świat tak wygląda.

Dlaczego jedyną radością dla człowieka uwikłanego w swoje życie jest coś, co pochodzi z zewnątrz.

Dlaczego zadowalają się jedynie namiastką prawdziwej radości, czy spełnienia.

Ludzie ci nie znają pojęcia prawdziwego szczęścia.

Miłość dla nich jest miłością wykreowaną w filmach, która nic wspólnego nie ma z prawdziwym uczuciem wiecznej Miłości, której, jako istoty ludzkie, jesteśmy transmiterami.

Z której powstaliśmy i do której, w wędrówce, zmierzamy.

Ziemia jest nazywana planetą łez i smutku, a zapomnienie dochodzi tutaj do wartości granicznych.

Ludzie, których codziennie mijasz na ulicy, są w stanie z zawziętością dzikich lwów bronić swoich żyć, które ktoś dla nich wymyślił.

foto.123rf.com

Będą do ostatniej kropli krwi optować za ciągłą możliwością spełniania się w roli generatorów niskich energii, z której ostatecznie i tak są ograbiani.

To nie ich wina, że są, jacy są.

To nie ich wina, że urodzili się w świecie, w jakim się urodzili.

Ci ludzie naprawdę, w głębi, pragną miłości, zrozumienia, akceptacji, naprawdę mają głębokie potrzeby, by przynależeć do grupy, by wzrastać, kochać się, współczuć, pomagać i chronić prawdziwych wartości.

Wszystko to zawarte jest w ich rdzennej tęsknocie, dysonansie, który z momentem przyjścia na świat, jest dosłownie wypełniany przez rozwiązania, proponowane przez system, który ten dysonans stworzył.

Wypełniany przez ludzi, którzy od wczesnych lat dzieciństwa mówią, jak mają żyć, gdzie mają iść, z kim się zadawać, co robić.

Mówią, co będzie dla nich najlepsze i w jaki sposób najbardziej efektywnie przeżyją swoje życia.

Tak naprawdę ci ludzie nie mają wyboru i nie Twoja rola, by zacząć teraz oceniać, czy taki obraz jest dobry, czy zły.

Żeby zacząć głosić, że świat jest taki, czy taki.

Ta postawa zostanie odrzucona przez ogół, ponieważ ogół znalazł się na skraju próby człowieczeństwa.

Obraz, który został dla nas stworzony, w tym momencie, dosłownie pęka w szwach i prawdziwa rola osób, które zaczynają dostrzegać w świecie więcej, aniżeli emocjonalną fasadę, zaczyna być inna.

Coraz mocniej znacząca.

Jeśli już widzisz tych wszystkich ludzi, jedyną Twoją rolą jest pokazać, że mogą przypomnieć sobie kim naprawdę się są. 

Pokazać poprzez swoją własną zmianę.

Jeśli uważasz, że dostrzegasz więcej niż inni, Twoim obowiązkiem jest nieść posłanie.

Dość już czasów ciemnogrodu i zapomnienia, w których człowiek uważał Boga za dziadka z brodą, mieszkającego w chmurach.

Jeśli zdajesz sobie sprawę, że tylko poprzez zmianę samego siebie możesz wpłynąć na świat, zacznij to robić, ale rób to z prawdziwą pasją.

Uwierz, że za każdym razem, kiedy podejmujesz czystą intencjonalnie decyzję o podążaniu w kierunku osobistego wzrostu, jesteś wspierany przez wszechświat w całej jego mocy.

Wystarczy, że wytrwasz w tej decyzji, a zobaczysz, w jak ogromne zasoby zostałeś zaopatrzone przez życie.

Na Twojej drodze będą pojawiali się inni, którzy sami będą pragnęli wzrostu, a Ty tak naprawdę nie będziesz musiał się wysilać, aby służyć im pomocą, ponieważ ich cele będą tożsame z Twoimi celami.

Będą po prostu czerpać z Twojego doświadczenia, a z czasem dostrzeżesz, że kontakt z nimi stanowi swoistą symbiozę.

Dary od życia spływają do osób, które za potrzebą serca realizują pragnienie bycia szczęśliwym i to jest rzeczywistość.

Tak działa wszechświat, prawo przyciągania, energetyczne sprzężenie naszych wartości z ich reprezentacją w świecie.

foto.123rf.com

Rolą człowieka przebudzonego naszych czasów, nie jest wszakże głoszenie prawdy objawionej na prawo i lewo, ale świecenie przykładem i dzielenie się sobą.

Świat w tym momencie pełen jest informacji, żyjemy w dosłownie informacyjnym amoku i dostęp do nich jest właściwie nieograniczony z każdego miejsca.

Jednak ludzi z doświadczeniem, którzy potrafili owe informacje zebrać w całość, skonfrontować ze swoją własną istotą, przeżyć, doświadczyć, wyciągnąć wnioski i wprowadzić korekty, jest jak na lekarstwo.

Dlatego zrozum, że jeśli widzisz więcej, niż inni, Twoją największą pomocą w globalnym procesie, będzie jeszcze większe zaangażowanie w swój własny proces i otwartość na drugiego człowieka.

Nieodmawianie mu pomocy, próba zrozumienia i wsparcia.

Niedawanie złotych rad, a dobre słowo i oparcie w trudnych chwilach.

Nie ocenianie, a współczucie.

Jesteśmy wielką rodziną.

Jednią, która rozdzieliła się na aspekty tylko po to, by poprzez ich doświadczenie udoskonalić samą siebie i powrócić do stanu Jedni, aby znów móc się doskonalić…

Ten nieskończony taniec, którego jesteśmy częścią, dzieje się wciąż i wciąż na naszych oczach.

Wszyscy gramy główne role w tym pięknym spektaklu.

Czytaj także: NIKT NIE PRZEŻYJE NASZEGO ŻYCIA ZA NAS – INICJATYWA TKWI W TOBIE!

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.