Wyszedłem na trawnik, usłyszałem wołanie koziołków (leśnych zwierząt), a potem obróciłem głowę i oniemiałem. Ogromny, lekko żółty księżyc był ustawiony na najwyższe obroty. Nadszedł czas pełni…

Kto bardziej wrażliwy – ten pewnie ma lekkie „jazdy”, kto mniej – może nie śpi (tak jak ja).

Różnie to z fazami księżyca bywa, lecz na pewno nasz satelita oddziałuje na każdego.

I tu powinienem się zatrzymać, albo sprostować to, co napisałem.

Dla tych, którzy w tym momencie będą się zastanawiać o co mi chodzi, spieszę z wyjaśnieniami.

W najbardziej nieszkodliwej formie tego tekstu – powinienem opisać wrażenia jakie zapewnia mi pełnia księżyca i na tym poprzestać.

Wtedy ktoś może by przytaknął, ktoś pokręcił głową, a ja wtedy opisałbym to, że nawet Leśnik wspomina o różnicach w jakości drzewa pozyskiwanego z lasu, w zależności od tego, co się z naszym satelitą dzieje akuratnie.

Jednak forma prawdziwa, a tym samym – bardziej szkodliwa (dla naszych umysłów), zakłada pełną szczerość, czyli opisywanie faktów, zamiast lania wody.

Mówiłem o sprostowaniu, tylko pewnie wciąż nie wiadomo co ja tu chcę prostować – ano to wyrażenie, w którym powiedziałem „nasz satelita”.

Znów jakieś science-fiction?

Fajnie by było, tylko nie ma czegoś takiego, jak fantastyka.

Są albo historie, które się dzieją w innych wymiarach, a o których powszechnie się nie wie i nie mówi, albo opisy dotyczą naszego świata, ale np. sprzed wielu tysięcy czy milionów lat.

Właśnie tak sprawy się mają jeśli chodzi o nasz księżyc.

Nie wiem czy oglądaliście sagę Gwiezdnych Wojen, ale ważnym jest, by w tym momencie uświadomić sobie, że film ten opowiada prawdziwe historie.

Kiedy one miały miejsce? – tego dokładnie nie wiadomo, lecz są to po prostu dawne dzieje naszego wszechświata.

Dlaczego więc wspominam o tym, podczas tego artykułu?

Ano dlatego, że przypominając sobie całość opowiadanej tam historii, da się zauważyć potężną broń, którą władają obydwie strony toczącego się konfliktu.

Przy takiej mocy swoich dział nie trudno rozwalić planetę, czy o wiele mniejszy księżyc, wokół niej orbitujący.

Tak jak strzelając z Grubej Berty, nie trudno rozwalić przypadkowy dom.

Siła rażenia ogromna, więc i rykoszet może wiele narozrabiać.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli „naszego” satelity.

Ziemia owszem, miała kiedyś swój księżyc (a być może nawet dwa), lecz jak to w trakcie wojny bywa, komuś omsknęła się ręka na kosmicznym dziale i cóż – tyle było z pierwotnej wersji orbitera.

To, na co wszyscy teraz możemy patrzeć – jest po prostu sztucznym tworem.

W końcu „gwiezdne” wojny, to nie sąsiedzkie dysputy czy ustawki kiboli – skala rażenia jest o wiele większa i wcale nie tak trudno o kosmiczne zniszczenia.

Czasem wspomina się o tym, że jest to baza szaraków – skoro ktoś zadał sobie trud ustawienia na orbicie tak dużego obiektu, czemu nie miałby skorzystać z szansy, by przestrzeń ładunkową wykorzystać?

Sądzę, że każda, logicznie myśląca cywilizacja, tak właśnie by postąpiła.

Księżyc jest nieprawdziwy i mieszkają tam inne istoty?

Oczywiście dość odmienne to od opowieści, którymi karmi się nasze umysły – przecież wylądowaliśmy na księżycu, przecież wbiliśmy tam flagę, przecież wszystko było w telewizji…

Tak jak mówiłem – ten artykuł jest dość szkodliwy dla naszych umysłów, które natychmiastowo podnoszą larum, bo przecież to jakaś fantastyka!

Nie ma czegoś takiego, jak science-fiction.

Zacznijmy patrzeć na wszystkie filmy i opowiastki jako na prawdziwe historie, a nagle przekonamy się, jak wiele prawdy jest na widoku, lecz zwykliśmy tego nie zauważać.

Pamiętajcie przecież, że najciemniej jest pod latarnią.

No, chyba że jest pełnia

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.