Nie ma czegoś takiego jak przeszłość. Nie istnieje również przyszłość. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi, ma to o wiele więcej wspólnego z prawdą, niż może się na pierwszy rzut oka wydawać. Ludziom, zapędzonym w realizację systemowych celów trudno zatrzymać się choćby na moment i zastanowić się nad głębią tej odważnie postawionej tezy.

Wraz jednak ze wzrostem świadomości te słowa stają się coraz bardziej klarowne i oczywiste.

Nasz świat wymaga w nas ciągłego odnoszenia się do przeszłych zdarzeń, bądź nierealnych wyobrażeń.

Już w szkole uczeni jesteśmy historii i mierzymy odległość w latach świetlnych.

System pomaga nam w utwierdzaniu się w przekonaniu o nieubłaganym przemijaniu, serwując nam różne okazje do świętowania upływu czasu i rozpamiętywania, że „kiedyś to było”.

Z jakiegoś powodu jesteśmy wciąż i wciąż zachęcani do analizowania swojej przeszłości i odnoszenia przeszłych zdarzeń do tych, które mają dopiero nastąpić.

W tym system nas nie oszczędza.

Media doszły do perfekcji w pompowaniu w nas lęku o przyszłość w odniesieniu do czegoś, co kiedyś się stało.

Pięknym przykładem jest aktualna sytuacja świata, związana z epidemią wirusa.

Czy jest w ogóle możliwe wyobrażenie sobie sytuacji, w której media nie poddają ciągłej analizie statystyk z przeszłości do prognozowania postępu sytuacji w przyszłości?

To działanie ma jeden, ogromnie istotny cel.

Odłącza nas od przebywania w teraz.

A teraz – jak pewnie wiesz już, drogi Czytelniku – jest jedynym możliwym stanem istnienia.

Nasz umysł posiada ogrom niesamowitych możliwości.

Jedną z nich jest umiejętność projektowania fikcyjnych wydarzeń, czy przywoływania wydarzeń z twardego dysku naszego mózgu i wyświetlania ich na membranie teraźniejszości.

Jest to o tyle niezwykłe, że nawet w odniesieniu do wspomnień i wyobrażeń, nasze ciała generują emocjonalną energię, istniejącą dokładnie tutaj i dokładnie teraz.

Na tym polega fortel i figiel tzw. globalnej kontroli umysłu.

Zasypanie ludzi niesamowitą ilością zupełnie zbędnych informacji, wtłoczenie ich w przekonanie, że należy przeżywać upływ czasu, jakby był on jedyną stałą wartością świata oraz zachęcanie do projektowania negatywnych wariantów rzeczywistości.

Koniec końców te wszystkie rzeczy tworzą z nas chodzące energetyczne agregaty, zupełnie poodcinane od pola możliwości kreacji naszej ludzkiej natury.

Agregaty generujące energię opartą o tak zwane emocje tła, a więc wynikające z konfrontacji z zewnętrzną rzeczywistością, takie jak lęk, złość, irytacja, żal.

Osoby poddawane działaniu tych emocji stale, nie mają sił ani możliwości na spełnianie swojej, naturalnej potrzeby eksploracji i kreatywności.

Stajemy się więźniami. Więźniami samych siebie.

Jeśli spojrzałbyś, w jaki sposób pracuje Twój umysł i jak projektuje on na siatkę TERAZ przeszłość oraz warianty przyszłości, zauważyłbyś może, że sam sposób projekcji jest z natury nietrwały i ulotny.

Jedynym jego efektem, utrzymującym się w nas i zapisanym, a tak naprawdę wyciągniętym na wierzch przez projekcję wspomnienia, czy wariantu przyszłości, jest nasz emocjonalny stan.

A w naszym przypadku, często jedynie zróżnicowany stan napięcia i lęku.

Bycie w przeszłości i przeszłości można porównać do mentalnej narośli na energetycznej strukturze człowieka.

Jest to jak przebywanie w bańce umysłu, jak chwilowe przeniesienie się do równoległej rzeczywistości, która ma jednak realny i namacalny wpływ na to, co dzieje się z Twoim fizycznym ciałem teraz.

Pierwszym krokiem do wyjścia z tego zaklętego kręgu jest zaobserwowanie, że ten krąg w ogóle istnieje.

Większość ludzi tego świata nigdy nie będzie miała okazji ujrzenia, że obracają się dosłownie jak chomiki w kołowrotku zaprogramowanych w dzieciństwie mechanizmów emocjonalnych i myślowych.

Nie zauważą, że ciągle odtwarzają te same programy, wgrane im przez ich rodziców.

Gdy jednak, za sprawą często skrajnych doświadczeń, człowiek wyjdzie poza utarty schemat i wzniesie się, choć na chwilę ponad samego siebie, będzie miał szansę dostrzec szerszy obraz.

Kolejnym krokiem, bardzo bolesnym, jest zrozumienie, rozpoznanie i uwolnienie się od ograniczających przekonań.

Ten proces sam w sobie jest trudny, ponieważ często wiąże się on z podważeniem właściwie całego swojego życia.

Na tym etapie spadają maski, roztrzaskują się wizje, uświadamiają powinności, zależności.

Często tracona jest cała tożsamość tylko po to, aby można było później stworzyć nową. Co więcej, podczas całego tego procesu, umysł wcale się nie wycisza.

Tożsamość ego próbuje się bronić.

Podpowiadać (oczywiście z doświadczeń przeszłości), że wszelkie działania są bezcelowe i do niczego konstruktywnego nie doprowadzą.

Trudno winić za to samo ego, przecież nie było nauczone od początku niczego innego, jak tylko podważania i ucieczki od trudności.

W tym etapie trzeba naprawdę wielkiej wytrwałości i cierpliwości, bo momenty zwątpienia czasem są przytłaczające.

Zaczynamy rozumieć, że przyszłość i przeszłość są jedynie rozmytymi wizualizacjami, a przywiązanie do nich ma za zadanie jedynie trzymać w nas szachu lęku (z przeszłości) o naszą  przyszłość. To prawdziwy obłęd.

(koniec cz. I)

Czytaj także część II

♦ Odkrywaj zakryte z nami, wspieraj rozwój portalu KLIK

♦ Współpraca reklamowa na portalu [email protected]

♦ Zareklamuj światu swą działalność, produkty, miejsce, wydarzenie itd. – dodaj swoje ogłoszenie KLIK

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.