System wykształcił w nas pewne mechanizmy. Jako ludzie, od początku życia, nierozerwalnie wkręceni w jego tryby, mniej, bądź bardziej świadomie funkcjonujemy na ich podstawie. Mają one różne odzwierciedlenia w naszych życiach. Bardzo często, na przykład, opieramy się na nierzeczywistym obrazie świata, bądź swoich wyobrażeniach, co z kolei generuje w nas ogromne pokłady lęku. System nauczył nas bać się dosłownie o wszystko i dosłownie w każdej sekundzie naszego życia. Jednym z mechanizmów, który ma na nas wpływ największy, jest nieumiejętność odkładania gratyfikacji za działanie, czyli po prostu – niecierpliwość.

Geneza tego mechanizmu ma swoje korzenie – a jakże – w lęku.

Próbując go zagłuszyć, oczekujemy niejednokrotnie natychmiastowego efektu naszych działań.

W oparciu o to właśnie, działają wszelkiej maści uzależnienia – zażycie substancji bądź kompulsywne zachowanie, pozwala wywrzeć na nasze emocjonalne ciało określone efekty – odcięcia lub wygenerowania emocji, które kompensują wewnętrzną pustkę, permanentne poczucie lęku i braku.

Jako ludzie systemowi, znamy to z autopsji.

Nie potrafimy wytrwać w stanie dyskomfortu, panicznie boimy się zmierzyć z jakąkolwiek trudnością, która wymaga od nas wyjścia ze strefy wygody.

Wiąże się to później z brakiem wytworzenia naszych naturalnych systemów obronnych.

Przełożenie jeden do jednego: Boli ząb – weź tabletkę, odetnij się od bólu.

Boli dusza – wyreguluj emocje – odetnij się od bólu emocjonalnego.

fot.123rf.com

Tak to już jest.

Wśród ludzi, którzy rozpoczynają swoją duchową podróż, niecierpliwość jest wiernym towarzyszem podróży.

W początkowych etapach wzrostu oczekujemy, że zrozumienie świata, bądź zaprzęgnięcie do swojej rzeczywistości jakiejś ezoterycznej, czy mistycznej idei zmieni nasze życie i odtąd będziemy szczęśliwi.

Nic bardziej mylnego – taki sposób myślenia stanowi jedynie kolejny warunkujący nas mechanizm, ale to rozpoznanie przychodzi w późniejszym czasie.

Aby w pełni dostrzec fakt, że nawet będąc już w dalekim „stopniu zaawansowania”, rozbijamy się o to, że nasze działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, należy uczciwie spojrzeć, z jakiego miejsca się wywodzimy i kim w istocie jesteśmy.

Okaże się wtedy, że to nie my, ale nasza umysłowa struktura – ego, pociąga w tym wypadku za sznurki.

To ona pragnie być najlepsza, najpiękniejsza.

To ona jest odpowiedzialna za wytworzenie w nas parcia do zdobywania wiedzy, a nawet duchowego wzniesienia.

Tożsamość, która w założeniu została nam dana przez Boga w celu możliwości indywidualnego doświadczenia, za sprawą systemowej gry rozrosła się do poziomu, w którym tę właśnie tożsamość uważa się za to, kim w istocie jesteśmy.

To ewidentnie nieprawdziwy obraz, w którym pierwsze skrzypce grają fałszywe instrumenty – emocje z puli cienia.

Wszelkiej maści złości, gniew, lęk, odrzucenie, poczucie winy i tak dalej.

fot.123rf.com

Nie potrafiąc wytrwać w tych emocjach, poszukujemy dla nich ujścia, przez co permanentnie czujemy, że czegoś nam brak, że nie jesteśmy kompletni.

Chcemy zarzucać swoje wnętrze rzeczami z zewnątrz, doszukując się w tym sensu istnienia.

Próbujemy zapełnić dysonans, swoistą próżnię w naszych duszach, rzeczami z zewnątrz – majątkiem, władzą, relacjami – a kiedy to się nie udaje, poszukujemy innych środków, które natychmiastowo zapewnią nam uczucie ulgi.

Sam brak natychmiastowej gratyfikacji stanowi jedynie oczywisty wierzchołek góry lodowej, emocjonalnej struktury piramidalnej, u której podstaw znajduje się lęk.

Lęk, czyli po prostu brak miłości.

Tam, gdzie brak światła, nastaje ciemność.

Tam, gdzie nie ma miłości, nastaje lęk.

Rolą ego w tym świecie jest odcięcie nas od naszej rzeczywistej natury.

Od kontaktu z emocjami, z których się w istocie wywodzimy – miłości, wdzięczności, współczucia, empatii i życiowego altruizmu.

W pewnym sensie możemy dziękować dzisiejszemu obrazowi świata za ego-konstrukt, ponieważ daje on nam szanse rzeczywistego, autentycznego rozpoznania czym tak naprawdę nie jesteśmy i daje nam możliwość skupienia się w zaprowadzaniu porządku w obszarach, które są rzeczywiście istotne w kontekście naszego wzrostu.

Ego jest sztucznym wytworem, który nie ma nic wspólnego z tym, kim jesteśmy.

Jego struktury opierają się wyłącznie na ogólnej formie funkcjonowania systemu i bez niego, nie mogłyby istnieć.

Jest to kolejne sprzężenie zwrotne w świecie, które w gruncie rzeczy jest reprezentacją jego fraktalnej natury.

Wszechobecny wyścig za kasą i wartości, które sprzedaje nam telewizja są zupełnie tożsame z życiowymi celami ludzi, zamkniętych w systemowej bańce.

To, co w naszych umysłach, powielone jest w skali globalnej.

To, co w świecie, znajduje się w naszych głowach.

Jedno napędza drugie i jedno bez drugiego nie może istnieć.

Kiedy posiadamy już świadomość ego, jako fałszywego, umysłowego konstruktu, możemy rozpocząć proces odrywania się od niego, rozpoznawania go w naszym codziennym życiu.

Skąd się tam wzięło i jaka jest jego prawdziwa rola.

To stanowi jeden z elementów ujrzenia siebie, jako wcielonego Boga w podróży przez wieczność.

Tak naprawdę, rozpoznanie ego, stanowi dopiero początek procesu.

A proces wymaga naszego prawdziwego zaangażowania.

Czytaj także: PUNKT WIDZENIA – POKUSA NIEZASPOKOJONEGO EGO

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.