Kiedy po raz pierwszy próbujesz zaufać wewnętrznemu prowadzeniu, Intuicji, Wewnętrznemu Wskaźnikowi, przeczuciu, spotykasz się z samym sobą. Dosłownie. Nagle znikąd pojawia się lęk. „Czy będę bezpieczny”, „Co pomyślą inni, co o mnie powiedzą?” „Czy oni to zobaczą?” „Czy wyrzucą mnie z pracy?” – i wiele innych, podobnych pytań.

Zaczynają ujawniać się najgłębsze z mechanizmów, na podstawie których – nieświadomie – funkcjonowaliśmy całe życie.

Mechanizmy lęku absolutnie o wszystko – zabezpieczenie bytu, lęku przed nieznanym, zmianą, odrzuceniem, pustką, niezrozumieniem, wstydem, wyśmianiem, samotnością…

Mechanizmy wstydu, strachu, nikłego poczucia własnej wartości.

Tak naprawdę wkraczamy na ścieżkę, w której to życie samo pokazuje nam i podsyła sytuacje, w których dowiadujemy się o sobie i swojej istocie całkowicie czegoś nowego, innego.

Niejednokrotnie rodzi to ból i cierpienie.

Tym razem to cierpienie, ten ból są jak ogień niosący ukojenie.

Taki, który wypala tę część naszej istoty, która w kolejnych etapach procesu może stanowić dla nas zbędny balast.

Można zaryzykować stwierdzenie, że nawet podczas życia w nieświadomości wewnętrznego prowadzenia, czy – od innej strony – życia w świadomości człowieka systemowego, jesteśmy na „dobrej drodze”.

Ostatecznie doprowadza nas ona przecież do punktu, w którym budzimy się ze snu. Pamiętajmy jednak, że nic nie jest oczywiste.

Dopiero z perspektywy można stwierdzić, czy coś jest dla nas dobre, a i nawet wtedy należy ostrożnie stawiać oceny – nigdy nie wiemy wszakże jaki kontekst danej sprawy wszechświat przygotował nam w kolejnych etapach procesu.

Na pewno świadomość istnienia i odczuwania wewnętrznego przewodnika, Intuicji, rodzi swoistą odpowiedzialność.

Od tego punktu świadomie bądź nie, podążamy, bądź nie, za jej wołaniem.

Wielokrotnie, szczególnie w początkowej fazie relacji z nią, czujemy się totalnie rozbici i zagubieni, w rozkroku, jakbyśmy żyli w dwóch rzeczywistościach jednocześnie.

Odczuwamy przemożną potrzebę zmiany, będąc jednocześnie uwikłanym w nasze „poprzednie” życie za sprawą ludzi nieświadomych naszego pragnienia kreowania nowej rzeczywistości oraz nas samych, ciągle funkcjonujących dużo bardziej w „starym”, aniżeli „w nowym”.

Proces zaprzyjaźniania się z Intuicją jest czymś niezmiernie wyjątkowym.

W dzisiejszym świecie istnieją przeróżne idee i koncepcje, które jako jedyną cechę wspólną podają fakt, że empirycznie gdzieś w środku swojego jestestwa człowiek identyfikuje „głos”, czy „odczucia”, które z początku mogą być uważane za obce.

Ma to przeróżne przejawy i w przypadku różnych osób maluje różne empiryczne doświadczenia.

I to jest dobre.

Nasza różnorodność i mnogość punktów widzenia Jedności jest boskim planem na niego samego.

Gdybyśmy nie dochodzili do wniosków, że Intuicja (nazwij dowolnie), to głos Duszy (nazwij dowolnie), Wyższego Ja (tutaj również pełna dowolność), bądź coś innego w naszej wewnętrznej prawdzie byłoby u nas piekielnie nudno.

Ta różnorodność to jedna z naszych największych mocy jako kolektywnej świadomości.

Relacja ze swoją Intuicją jest jak relacja z najlepszym przyjacielem.

Poznajecie się, rozmawiacie, uczycie się siebie. Z czasem coraz lepiej się Wam współpracuje, z czasem zauważasz, że coraz łatwiej Ci „płynąć”, stawiasz coraz mniej oporu.

Zaczynamy dostrzegać korzyści, zmiany, które zachodzą w naszym życiu.

To, jak zmieniamy się my sami.

Zaczynamy dostrzegać to, kim naprawdę jesteśmy i z czego wynikało to, jak zachowywaliśmy się w czasach, kiedy nie byliśmy świadomi naszych postaw, decyzji i naszej natury.

Pogłębianie relacji z Intuicją jest zbliżaniem się do Boga i godzeniem się na urzeczywistnienie jego planu dla nas, w którym – na podstawie prawa wolnej woli – jesteśmy dyrygentem.

Wolna wola daje nam również prawo wyboru orkiestry i repertuaru.

Pamiętaj, że na formę i kształt tej relacji masz absolutny wpływ.

Tak naprawdę Intuicja, to zapomniana przez Ciebie część Ciebie, która przemożnie cieszy się, że została dostrzeżona.

Współpraca z nią tworzy tandem nie do zatrzymania.

Współpraca z nią dosłownie tworzy nowe wszechświaty.

Wszystko we wszechświecie jest procesem.

Każdy proces podlega regułom, w których zestawie jedną z najważniejszych jest ta, że absolutnie nic co istnieje, nie może stać w miejscu.

Na podstawie tego prawa dzieje się tutaj i teraz -wieczny taniec ducha i materii.

Na podstawie tego prawa zadziewa się największy cud nad cuda – Bóg i my, jako jego części złączone w nim samym.

Czytaj także: TWÓJ WEWNĘTRZNY „GPS” – CZĘŚĆ I

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.