Wiara – pojęcie to w dzisiejszym świecie jest mocno nadużywane. Stawiane jest na równi z dogmatami religijnymi bądź używane jest jako karta w politycznych rozgrywkach. W szkole uczy się „wiary” pod postacią religii i jest to swoistym paradoksem. Samo pojęcie „nauczania wiary” jest bowiem błędne w założeniu. Nauczyć można wszak jedynie korzystania z narzędzi, które doprowadzą nas do momentu, w którym uwierzymy.

Wiara, jak większość cnót ludzi przebudzonych, nie jest bynajmniej rzeczownikiem.

Jest procesem. Ewoluuje. Nie można „nauczyć się” procesu.

Ludzie naszego świata w ogóle, nie zastanawiają się, co to znaczy „wierzyć”.

Zapędzeni w zabezpieczanie swojego bytu, odwrócili się od wszelkiego co duchowe, bądź rozwojowe.

Boją się przyglądać sobie, choć niejednokrotnie czują, że motywy, którymi się kierują, nie są tożsame z tym, czego rzeczywiście pragną.

Odkrywanie prawdy o nich jest niewyobrażalne z ich poziomu świadomości, wobec czego wolą udawać, że wszystko jest w porządku.

Podobnie jest z wiarą, nadzieją, miłością, współczuciem, empatią.

Są to ponadczasowe wartości, których znaczenie w systemie zostało zupełnie wypaczone.

Wiara przybrała znaczenie konstruktu, wręcz obiektu kultu.

Często padają pytania: „Jakiej jesteś wiary”?

To jeden z efektów globalnej nieświadomości.

W istocie wiara jest jednocześnie procesem i uczuciem.

Nie jest czymś stałym i nie można jej oceniać w tych kategoriach.

Jeśli podjąć by próbę wklejenia idei wiary, jako procesu, w struktury systemu, stałaby się ona życiową postawą i działaniem z pasją.

Zbiorem cech, które zebrane w grupę i odniesione do konkretnej jednostki, pozwoliłyby stwierdzić: ten człowiek w coś wierzy.

Kiedy zaczynamy się rozwijać, zaczynamy również szukać głębszego sensu naszej obecności na świecie.

Uzbrojeni w różnorakie idee, zaadaptowane „z zewnątrz”, staramy się zrozumieć swoją istotę i miejsce.

Szukamy punktu oparcia, najpierw w tych ideach właśnie, ale z czasem docieramy do momentu, gdzie to nasze serce zaczyna dyktować nam, w którą stronę pójść.

Dawne autorytety zaczynają odchodzić w niepamięć, a my powoli rozumiemy, że były nam one potrzebne jedynie po to, byśmy mogli otworzyć oczy i dostrzec pełnię możliwości kreowania własnego świata według własnej prawdy.

Istotnie, bardzo trudno ująć w słowa jak to jest „uwierzyć”.

Postawa, w której pewnie kroczymy przez życie, w zgodzie ze swoimi wartościami, nawet w kryzysowych momentach pozostając wiernym decyzjom, czy ideałom, które postanowiliśmy wspierać na swojej drodze, jest w dużej mierze wynikiem życiowego doświadczenia.

Wierzyć, to znaczy iść za głosem serca.

Jeśli ubieramy nasze uczucia w idee, jak najbardziej na miejscu będzie stwierdzenie, że wierzymy „w coś”.

Wierzymy, że dobre uczynki zapewnią nam dobre doświadczenia, wierzymy, że Bóg nas kocha, wierzymy, że ludzie chcą z natury dobrze i tak dalej.

Pamiętajmy jednak, że dopóki to, w co wierzymy, nie jest podparte naszym osobistym doświadczeniem, stanowi jedynie pusty szkielet, dogmat, myślowy konstrukt, który niejako usprawiedliwia nasze postępowanie i zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa.

Na podstawie tego właśnie mechanizmu – niestety – działa większość religii świata, które w swojej genezie mówiły przecież o miłości, wdzięczności i współczuciu.

Wyznawcy tych kultów „wklejają” w siebie pewien obraz rzeczywistości jako fakt.

Czerpią z tego korzyści, to jasne, ale z perspektywy rozwoju i odkrywania siebie, jest to po prostu wielka krzywda.

Wiara jest procesem, który można wzmacniać odpowiednim podejściem.

Jak w wielu procesach wzrostu, kiedy zdecydujemy się na nie, tworzymy z rzeczywistością na zewnątrz swoiste sprzężenie zwrotne.

Kiedy wierzymy, szukamy odniesień do naszej wiary w rzeczywistości.

Im bardziej jesteśmy otwarci i traktujemy z pokorą sytuacje życia, tym dostrzegamy w świecie coraz więcej potwierdzeń, co z kolei indukuje w nas radość i wzrost wiary.

Po przejściu pewnego etapu, nad tym procesem nie trzeba się nawet zastanawiać, on po prostu wydarza się, można rzec, „w tle”, nie potrzebuje już naszej uwagi.

Wiara jest motywacją, którą zaczepiamy w nas samych, w naszym sercu.

Pozwala ona trwać w decyzji, niezależnie od okoliczności.

W społecznościach anonimowych alkoholików i narkomanów, element wiary w siłę wyższą jest nadrzędnym budulcem przekonania, że można wytrwać w trzeźwości.

Jeśli ktoś posiada wiarę, że sposób, w jaki działa, przyniesie dla niego korzyść, jest on dosłownie w podwójnym doładowaniu.

Wiara jest również cnotą, postawą, która jest bramą do odnalezienia w sobie przekonań dotyczących rzeczywistości, które bezpośrednio już mają wpływ na proces kreacji.

Kiedy uwierzymy, tak naprawdę głęboko, że absolutnie wszystko wokół nas dzieje się z jakiegoś powodu, że nasze życie ma głęboki sens, że nasze pojawienie się w tym życiu i na tej planecie stało się po coś, otwieramy przed sobą niesamowitą przestrzeń potencjału.

Kwestia kreacji z poziomu przekonań jest tu ogromnie istotna, bo okazuje się, że głęboka wiara w fakt, że ludzie mają z reguły czyste intencje i są dobrzy, że wszystko dzieje się tylko i wyłącznie dla naszego wzrostu i – tak naprawdę – można tutaj wstawić dowolną, piękną ideę swojego świata – może dosłownie stworzyć to przekonanie dookoła nas.

Wszechświat jest energetyczny i odpowiada na nasze emocje.

Jeśli głęboko w coś wierzymy, to po prostu się manifestuje.

Pięknych chwil dla Was i głębokiej wiary.

Czytaj także: KONIEC WSZELKIEGO ZŁA – WIARA I WŁADZA

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.