Historia zielonych dzieci z Woolpit, które zostały znalezione podczas żniw, mogłaby ona posłużyć za fabułę niejednego filmu, ale jeszcze do tej pory nikt nie podjął się takiej realizacji. Ciekawe dlaczego? Dziś tylko mieszkańcy tej niewielkiej angielskiej wioski opowiadają o tych zielonych dzieciach, które zostały znalezione w średniowieczu na łąkach okalających wioskę Woolpit.

Jak to się zaczęło?

Kiedy panował angielski król Stefan z Blois, czyli w latach 1135 – 1154 we wsi Woolpit, niedaleko Bury St. Edmunds w Suffolk, wydarzyło się coś dziwnego.

Podczas żniw z wilczej dziury, czyli pułapki na te zwierzęta, wyszło dwoje dzieci.

Był to chłopiec i dziewczynka.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mieli skórę o odcieniu zielonkawym.

Poza tym mieli dziwne ubrania, które były uszyte z materiałów, nieznanych nikomu z miejscowych ludzi.

zielone-dzieci-woolpit.jpg
foto.123rf.com

Przez jakiś czas błąkali się po okolicy, ale później do wsi zaprowadzili ich chłopi, którzy byli na polu.

Nie można się było z nimi w żaden sposób porozumieć i dlatego zabrano je do domu miejscowego właściciela ziemskiego, a był nim Sir Richard de Calne w Wites.

Tam poczęstowano ich jedzeniem, ale chłopiec i dziewczynka wpadli w płacz i nie chcieli nic jeść.

Nie jedli nic przez długi czas, dopóki nie podano im fasoli.

Mówiono, że dzieci przeżyły na niej przez długi czas, a dzięki temu też musiały nabrać smaku na chleb.

Jednak po pewnym czasie chłopiec podupadł na zdrowiu i zmarł, a dziewczynka odnalazła się w nowym środowisku i nawet ją ochrzczono.

Poza tym nauczyła się również angielskiego, a jeszcze później poślubiła mężczyznę z King’s Lynn.

Dziewczynkę nazwano Agnes Barre, a jej mężem został prawdopodobnie starszy ambasador króla Henryka II.

Dziś niektórzy twierdzą, że potomkiem tej kobiety jest obecny Earl Ferrers.

Chociaż są to domysły, a dowody są nieznane, to i tak udało się odnaleźć jednego królewskiego ambasadora, którym był Richard Barre, kanclerz Henryka II i żył on pod koniec XII wieku.

Jednak po 1202 roku, gdy przeszedł w stan spoczynku, został kanonikiem w Leicester i prawdopodobnie nie mógł być mężem Agnes.

Kiedy Agnes pytano o to, jakie jest ich pochodzenie, udzielała bardzo zdawkowych odpowiedzi i nie była w ogóle w stanie powiedzieć, jak znalazła się w Woolpit.

Powiedziała im tylko, że zmarły chłopiec był jej bratem i oboje pochodzili z „kraju św. Marcina”, gdzie cały czas panuje mrok, a wszyscy ludzie mają zielonkawy odcień skóry.

Niestety nie była pewna, gdzie znajduje się to miejsce i mówiła, że za „wielką rzeką”, widać było „jasny ląd”.

Udało się jej tylko przypomnieć, że pewnego dnia, kiedy pilnowały stada swojego ojca, weszły do groty, w której było słychać dźwięk dzwonków.

Wtedy przez długi czas szły przez ciemny korytarz i doszły do jego wyjścia, gdzie zostały oślepione przez światło.

Przez dłuższy czas leżały w ukryciu, ale kiedy usłyszały dźwięki żniw, bardzo się wystraszyły i zaczęły uciekać.

Zanim je złapano, próbowały znaleźć wejście do lochu, ale to już im się nie udało.

Czy to tylko legenda?

Są dwa źródła, na których opiera się ta historia i oba pochodzą z XII wieku.

Jednym z autorów jest William z Newburgh, który żył w latach 1136 – 1198, był angielskim historykiem i mnichem z Yorkshire, a jego główne dzieło to „Historia rerum Anglicarum”, która opisuje historię kraju od 1066 do 1198 roku.

To właśnie w niej znajduje się wzmianka o zielonych dzieciach.

Natomiast drugim autorem takiej wzmianki jest Ralph z Coggeshall, który zmarł ok. 1228 roku i pełnił funkcję opata w Essex.

Jego wspomnienie o tych dzieciach jest w „Chronicon Anglicarum”, a była tworzona ona między 1187 a 1224 rokiem.

I jeden, i drugi autor odnosili się do wydarzeń, które miały miejsce na długo wcześniej.

Natomiast brak jest wzmianek o zielonych dzieciach w kronikach anglosaskich, które mówią o historii Anglii do śmierci króla Stefana z Blois.

Jest tam opisane wiele innych „cudów” z tego okresu, a brak wzmianki o zielonych dzieciach może wskazywać, że miało to miejsce na początku panowania Henryka II Plantagenta (1133 – 1189).

Jeśli chodzi o Ralpha z Coggeshall, który żył w sąsiednim hrabstwie Essex, to on z pewnością miałby bezpośredni dostęp do świadków tego zdarzenia.

Może to również świadczyć o tym, że często słyszał o tym zdarzeniu od Richarda de Calne, u którego Agnes miała pracować, jako służąca.

zielone-dzieci-woolpit.jpg
foto.123rf.com

Natomiast William z Newburgh, który żył w oddalonym od cywilizacji klasztorze, nie mógł posiadać relacji z tzw. pierwszej ręki.

To i tak on również opierał się o relacje współczesnych mu informatorów, których wymieniał w swoich zapiskach.

Historia o zielonych dzieciach była popularna przez dłuższy czas, o czym świadczyć mają informacje o niej w dziele Roberta Burtona pt. „Anathomy of Melnacholy” z 1621 roku oraz dzieło autorstwa Thomasa Keightleya pt. „The Fairy Mythology” z 1828 roku.

Natomiast jeszcze drugie pojawianie się zielonych dzieci miało mieć miejsce w miejscowości Banjos w Hiszpanii w sierpniu 1887 roku.

Szczegóły tego zdarzenia są bardzo podobne do przypadku z Woolpit i prawdopodobnie cała ta historia pochodzi z książki Johna Macklina pt. „Strange Destinies” z 1965 roku.

Jednak w całej Hiszpanii nie ma miejscowości Banjos i można powiedzieć, że opowieść jest kalką XII-wiecznej angielskiej legendy.

Obcy, otruci czy niedożywieni?

Było wiele teorii związanych z wyjaśnieniem zagadki dzieci z Woolpit.

Najbardziej taka nieprawdopodobna teoria próbuje wyjaśnić ich wygląd tym, że pochodziły z tajemniczego świata, który był ukryty wewnątrz ziemi i właśnie stamtąd dzieci miały w jakiś sposób przeniknąć do naszej rzeczywistości.

Niektórzy podejrzewali również, że zielone dzieci mogły być obcymi, którzy przez przypadek znaleźli się na Ziemi.

Duncan Lunan, który był szkockim astronomem, sugerował, że dzieci te znalazły się w Anglii w wyniku źle działającego przekaźnika materii na planecie, z której oni pochodzili.

Jednak taka lokalna legenda łączy dzieci z Woolpit z „leśnymi dziećmi”, o których krótko napisano w 1595 roku.

Opowieść ta była związana z miejscem w Wayland Wood, blisko Lasu Thetford na granicy hrabstw Norfolk oraz Suffolk.

Historia ta opowiada o średniowiecznym możnowładcy, który był nie tylko wujem, ale również powiernikiem majątku dwojga dzieci, chłopca oraz młodszej od niego dziewczynki.

Chciał on odziedziczyć ich pieniądze i w związku z tym najął dwóch morderców, którzy mieli zabić dzieci i zakopać ich ciała.

Jednak mordercy nie byli w stanie tego zrobić i pozostawili je na pewną śmierć w Wayland Wood.

Inna wersja mówi, że dzieci przeżyły próbę otrucia ich arszenikiem i znajdują się w okolicach Woolpit, gdzie odnajdują ich kosiarze.

Dla niektórych to właśnie arszenik jest wytłumaczeniem dla zielonkawego odcienia skóry, dlatego nie ma wątpliwości, że te dzieci mogły być tą para porzuconą w lesie.

Jednak najbardziej akceptowalna jest wersja, chociaż jest ona najbardziej niejasna, a została wysnuta przez Paula Harrisa na łamach „Fortean Studies” w 1998 roku.

Historia ta mówi o tym, że to wydarzenie miało miejsce w 1173 roku za panowania Henryka II.

Od XI wieku flamandzcy kupcy i tkacze stale imigrowali do Anglii, a według Harrisa za czasów panowania Henryka II dochodziło do ich prześladowań, czego zwieńczeniem była bitwa po Fornham w Suffolk, gdzie doszło do śmierci wielu Flamandów podczas walk.

Według tego autora dzieci te najprawdopodobniej mieszkały we wsi Fornham St. Martin i dlatego też w odniesieniu do ich pochodzenia pada nazwa „Ziemia św. Marcina”.

Jest to miejscowość położona tylko o kilka mil od Woolpit, dzieli ją od nich rzeka Lark i może to być ta rzeka, o której mówiła Agnes.

Rodzice tych dzieci mieli zginąć w konflikcie i dlatego musiały one uciekać do gęstego Lasu Thetford, gdzie z według Harrisa ukrywały się przez długi czas i w wyniku niedożywienia doszło u nich do chlorozy, co mogłoby tłumaczyć zielonkawy odcień skóry.

zielone-dzieci-woolpit.jpg
foto.123rf.com

Później dzieci, kierując się dzwonami kościelnymi z Bury St. Edmunds, miały wejść do jednego z podziemnych korytarzy, które tworzyły system Grimes Grave, czyli system neolitycznych kopalni z krzemienia.

Kiedy szły jednym z korytarzy, doszły do Woolpit, a ich zielonkawy odcień skóry, dziwny strój oraz nieznany język, sprawiły, że dzieci wydały się dziwne dla miejscowych ludzi, ponieważ nigdy nie mieli oni kontaktu z Flamandami.

Teoria Harrisa wyjaśnia pewne kwestie związane z zielonymi dziećmi z Woolpoit, ale dzieci te nie zawsze wytrzymują konfrontację z historią o zielonych dzieciach.

Kwestie sprzeczne tutaj to to, że gdy do władzy doszedł Henryk II i chciał przepędzić z kraju Flamandów, którzy wcześniej wspierali Stefana z Blois, to jednak tkacze i kupcy, którzy tam żyli, byli pozostawieni w spokoju.

Natomiast w bitwie pod Fronham w 1176 roku w czasie wojny domowej walczyli najemnicy, którzy nie przywozili ze sobą swoich rodzin.

Kiedy doszło do porażki, flamandzcy żołnierze rozeszli się po całym kraju, a wielu z nich zostało schwytanych i zabitych przez miejscowych.

Natomiast Richard de Calne był wykształconą osobą, więc prawdopodobnie mógł rozpoznać język flamandzki.

Następnym problemem są problemy geograficzne i związane z tym usłyszenie dzwonów oraz wejście do podziemnych korytarzy.

Należy zwrócić uwagę na to, że Bury St. Edmunds leży 40 km dalej od Lasu Thetford i z tej odległości nie da się usłyszeć dzwonów.

Poza tym znajdujące się blisko lasu kopalnie krzemienia nie są wcale podziemnymi przejściami, nawet gdyby były, to stamtąd do Woolpit jest 50 km.

Jeśli dzieci faktycznie pochodziły z Fornham St. Martin, to do Woolpit nadal jest 16 km, a rzeka Lark jest bardzo wąska, aby można o niej mówić, że jest ogromna.

Folklor w historii o zielonych dzieciach z Woolpit…

W historii o zielonych dzieciach jest wiele elementów, które powtarzają się w innych angielskich legendach.

Zgodnie z niektórymi zielone dzieci są utożsamiane z postacią Green-Mana albo postacią o imieniu Jack-in-the-Green z angielskiego folkloru, ale też z dziwnym Zielonym, Rycerzem z legend arturiańskich.

Prawdopodobnie może jest również pewien łącznik pomiędzy dziećmi a elfami i wróżkami, w które dawniej wierzyło wielu ludzi.

Kolor zielony zawsze był kojarzony ze zjawiskami nadprzyrodzonymi.

Poza tym elementy mitologiczne można również znaleźć w pożywieniu dzieci, jakim była fasola, ponieważ w średniowiecznej Anglii, starożytnym Egipcie oraz Rzymie wierzono, że fasola zawiera w sobie dusze zmarłych.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.