W społeczności osób, zainteresowanych duchowym rozwojem, popularny jest pogląd, że Ziemia stanowi swoiste przedszkole dla dusz. Że jest to w jakimś sensie planeta niższego rzędu, więzienie, czyściec, określeń jest tyle, ile wersji idei. Można do tego podejść w dwojaki sposób.

Jeśli wziąć pod uwagę fakty, które na co dzień obserwujemy, nietrudno o ocenę, że z naszą cywilizacją rzeczywiście coś jest nie tak.

Eskalacja zła, wynaturzeń, zagubienie wartości moralnych i ogólnie, cała koniunktura świata i kierunek, jaki obraliśmy jako społeczeństwo, pozwala sądzić, że tratwa ewidentnie bije na wodospad.

Z drugiej jednak strony widzimy Matkę Ziemię, jako czującą istotę i ludzi, którzy niejako siłą wciśnięci zostali w sztuczny twór matriksa.

Jednak gdybyś zapytał ich, czy podoba im się ten obraz rzeczywistości, w znakomitej większości odpowiedzą, że nie.

Ludzi ci zostali odcięci od wiedzy i prawdy o swojej własnej naturze, o naturze Wszechświata, zostali omamieni płytką i zupełnie nieadekwatną iluzją życia, jakie powinni prowadzić, a jednak czują, że coś nie gra.

Ich uczucia, dysonans pomiędzy tym, co mają w sercu, a tym, co robią, tworzy swoistą energetyczną próżnię.

Próżnię, która dosłownie zasysa w siebie energie z zewnątrz, a która jednocześnie stanowi niesamowity potencjał dla zmiany i transformacji świata, jaki znamy.

Bo zastanówmy się, gdybyśmy naraz wszyscy, jako kolektyw, odnaleźli wypełnienie tej pustki wewnętrzną prawdą, znaleźli źródło szczęścia i miłość w nas samych, a nie próbowali zapełniać tę wyrwę rzeczami tak naprawdę produkowanymi w tym celu przez system, napędzając jedynie jego koniunkturę, wszystko zmieniłoby się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

W tym tkwi nasza prawdziwa moc.

Pozornie świat jest zepsuty, zniszczony, zły, bolesny.

W codzienności, po prostu, cierpimy.

Zmieniając perspektywę, zrozumiemy, jak ogromny potencjał kryje się w tym wszystkim.

foto.123rf.com

Okaże się, że przedstawienie obrazu planety, jako przedszkola dla ludzkości miało za zadanie jedynie zafałszować obraz dla nas, abyśmy już w ogóle przestali mieć ochotę rozwijać się w jakikolwiek sposób.

Bo po co się rozwijać, jeżeli możemy jedynie przejść do pierwszej klasy?

W takim rozumieniu wydaje nam się, że ilość włożonej pracy jest zupełnie niewspółmierna do efektu i już w blokach rezygnujemy z naszego szczęścia.

To błąd, nie dajmy się zwieść.

To my w istocie definiujemy kierunek, w którym podążamy.

Każda skuteczna próba manipulacji naszą wewnętrzną prawdą wydarza się za naszą zgodą, w większości jednak wydajemy ją na zupełnie nieświadomym poziomie, uwarunkowani od mechanizmów systemu.

Kiedy wyjdziesz poza ramy zamkniętego myślenia, okaże się, że tutaj i teraz, na planecie Ziemia jesteś w stanie nie tylko przejść do pierwszej klasy, ale skończyć podstawówkę, gimnazjum, liceum, studia, zrobić doktorat, profesurę, osiemnaście fakultetów i niezliczoną ilość kursów.

Sam, patrząc po wierzchu na to, co dzieje się wokół, ograniczasz swoją perspektywę na rozwój, a ta – w istocie – jest nieskończona.

Bo co widzisz, kiedy spoglądasz w telewizor?

Wojna, wypadek, śmierć, morderstwo, mecz, pogoda.

Zaklęty krąg ogłupienia.

foto.123rf.com

Emocje w życiu zmarginalizowane do poziomu dodatku, nic nieznaczącego czegoś.

To draństwo włodarzy świata, co zrobili nam, jako istotom ludzkim, ale póki godzimy się na to, póty nie bierzemy za aktualny stan rzeczy odpowiedzialności.

Tak samo – to nie nasza wina, że jest, jak jest, ale dopóki godzimy się na to – nic się nie zmieni.

To nasz interes, by ujrzeć w drugim człowieku człowieka, a nie jedynie oceniać sposób, w jaki funkcjonuje.

To niestety stało się domeną tego świata, że w relacjach jesteśmy krytyczni, oceniający, brak nam współczucia, empatii, nie patrzymy w głąb, nie widzimy, że po drugiej stronie w praktycznie każdym przypadku jest istota, która – jak i my – cierpi, ma swoje trudności, uwarunkowania, bo wywodzi się – jak i my – z patologicznego systemu.

Żyjemy w czasach, w których coraz więcej ludzi tak naprawdę zdaje sobie już sprawę z ułomności i ogromnej naiwności, skrajnego surrealizmu rzeczy, które nas otaczają.

Ludzie ci widzą prawdziwy potencjał i być może odkrywają, że nieprzypadkowo znaleźli się w tej przestrzeni właśnie teraz.

Widzą, że to, co pozornie mogło wydawać się grantem dla rządzących światem, czyli dosłownie – ilość wcielonych w jednym momencie dusz – stanie się mieczem obosiecznym, ponieważ masa krytyczna przemiany świadomości na Ziemi została już osiągnięta i tak naprawdę w kolektywnym rozumieniu rozwoju, dla planety nie ma już innej drogi, jak „do przodu”.

Ludzie ci widzą, że w każdej z kilku miliardów osobnych jednostek, tkwi dosłownie nieskończona możliwość rozwoju i jeśli zyskają ona samoświadomość, wyrwą się z uwarunkowań i dotkną, choć w części statusu suwerena, system autentycznie zawali się pod swoim własnym ciężarem.

Od strony energetycznej można powiedzieć, że siła punktów zapalnych emanacji miłości skutecznie wypełni ciemność, parcie energetyczne jednostek po prostu zaleje globalne Pole Ziemi, siatkę sceny gry.

Okaże się, że to gra zupełnie warta świeczki i poświęcenia.

Potrzeba tylko trzech rzeczy: czystej intencji, akceptacji i inicjatywy.

Przede wszystkim inicjatywy, bo świat został tak skonstruowany, że nikt za nas nie wywalczy naszej osobistej wolności.

Weźmy swoje życia w swoje ręce, dzięki temu wesprzemy proces globalny.

Rozwój siebie i kolektywu to dwa nadrzędne cele na to życie.

Bawmy się w tym i śmiejmy, do tego zostaliśmy stworzeni. Z miłością.

Czytaj także: KONTROLA I JEJ ROLA W ZNIEWOLENIU CZŁOWIEKA

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.