Badania naukowe potwierdzają, że… W badaniach naukowych udowodniono, że… Kolejne badania pokazują, że… – na takie twierdzenia liczą czytelnicy książek, artykułów, newsów itd., szczególnie tych dotyczących naszego zdrowia fizycznego. Ale czy poleganie na takich „potwierdzeniach” ma jakikolwiek sens? Czy badania naukowe są nam do czegoś potrzebne? I w końcu – mamy wierzyć czy raczej nie wierzyć naukowcom?

Wśród nas żyją ci, którzy podchodzą do informacji z dystansem i weryfikują je, ale są i ci, którzy ślepo wierzą w każde słowo mówione i pisane.

A jeżeli słowo to pochodzi od kogoś „mądrego”, „wybitnego”, autorytetu w danej dziedzinie, ba! – naukowca, który od kilkudziesięciu lat siedzi w laboratorium i opracowuje coraz to nowsze eksperymenty – to już w ogóle – jakże mu nie uwierzyć!

I ta druga grupa ludzi wpada w pułapkę „umysłu naukowca”.

Są to osoby, u których dominuje lewa półkula mózgowa.

Dla nich nic co nie jest potwierdzone naukowo, nie ma racji bytu, bo skoro nie zebrała się grupa „mądrych głów”, aby to i owo zbadać, to na pewno jest to fake.

Jeżeli jednak to i owo zostało zbadane, a potem ogłoszono takie a nie inne wyniki – to jest tak jak wskazały „mądre głowy”.

Niestety, świat badań naukowych nie jest wcale ani czarny, ani biały, a jedyne co nami powinno kierować przy ich analizie to sceptycyzm.

Badanie na zlecenie

Z roku na rok słyszymy, że coś co kiedyś odkryto zostało unieważnione, albo nagle teza, która miała być prawdziwą okazała się fałszywa, a wyniki niemiarodajne.

Oszustwa w badaniach naukowych to niestety nagminne zachowania.

W świecie badań popularny jest tzw. cherry picking, czyli wybieranie tylko tych danych, które pasują do odgórnie ustalonych założeń.

Niestety, jest to smutna, ale prawdziwa rzeczywistość.

Jak podaje serwis Vox, na około 50 tys. naukowych artykułów medycznych, opublikowanych w ostatnich latach, zaledwie 3 tys. miało satysfakcjonującą wartość merytoryczną.

Pozostałe miały liczne błędy, były pisane pod tezę lub ich wyniki zostały wykluczone kolejnymi badaniami.

badania-naukowe.jpg
Badania naukowe foto.123rf.com

Dlaczego tak się dzieje?

Otóż w większości są to artykuły pisane na podstawie badań wykonywanych na zlecenie koncernów farmaceutycznych.

Im przecież zależy na tym, aby dane lekarstwo zostało jak najszybciej wprowadzone na rynek i trafiło do sprzedaży, za którą stoją miliardy.

Ileż chorób „potwierdzonych badaniami” wymyślono lub norm zdrowotnych zmieniono tylko po to, aby ogłupić społeczeństwo farmakologiczną dietą?!

Wedle raportu brytyjskiego tygodnika „Nature” z 2016 roku, aż 88% wszystkich badań nad skutecznością leków na raka jest sfałszowanych!

Pisaliśmy przecież o tym, że w USA wygrano proces potwierdzający niebezpieczeństwo stosowania szczepionek.

W trakcie weryfikacji materiałów procesowych okazało się, że dyrekcja Centrum Kontroli Chorób (CDC) nakazała badaczom zafałszować wyniki badań i zniszczyć dokumentację naukową, które wskazywały na to, że szczepionki z rtęcią oraz MMR (odra, świnka różyczka) odpowiadają za powstawanie autyzmu u dzieci.

Etatowi pracownicy

Ktoś może powiedzieć – no dobrze, wyniki badań są fałszowane, ale ktoś przecież musi je fałszować i jest za to odpowiedzialny.

Racja, bo to właśnie naukowcy dzierżą w swych rękach idealne narzędzia do fałszowania wyników badań – swój tytuł i pozycję.

Wśród nich są tacy, którzy mają swoje naukowe ambicje, które chcą jakoś spełnić, a fakt, że na świecie rocznie wydaje się blisko 200 miliardów dolarów na badania, jest tym bardziej zachęcający, bo ktoś te ambicje sfinansuje.

Są jednak też tacy, którzy fałszują wyniki badań, bo muszą – czyli mówimy tu o marionetkach w rękach Big Pharmy, którzy zastraszani, manipulowani, podżegani, muszą przystać na warunki farmaceutycznej mafii.

naukowcy.jpg
Naukowcy foto.123rf.com

To tylko etatowi pracownicy, szare jednostki, którymi najłatwiej się manipuluje, bo jak każdy inny przeciętny człowiek mają rodziny na utrzymaniu, dzieci, o których życie się boją, kredyt na dom do spłacenia, kolejne pożyczki w banku i dług wdzięczności za to, że w ogóle mają jakąś pracę.

W takich sytuacjach, gdy stajemy pod murem życia lub śmierci trudno mówić o uczciwości w wykonywaniu obowiązków.

Niejeden naukowiec, jeżeli ma wybór albo sfałszować wyniki badań, albo zapłacić za to życiem najbliższych – wybierze to pierwsze.

Trudno w to uwierzyć zwykłemu obywatelowi, ale świat oszustw tak działa – wóz albo przewóz.

Morderstwo za prawdę

Co się stanie, gdy taki etatowy naukowiec sprzeciwi się fałszowaniu badań, albo – co gorsza – dla Big Pharmy – na własną rękę zacznie weryfikować prawdziwość sprzedawanych światu informacji?

Czy na świecie nie ma już uczciwych naukowców?

Czy mamy do czynienia tylko z niewiarygodnymi badaniami?

Świat badań naukowych to nie tylko oszuści i złodzieje.

Są wśród nich prawdziwi, rzetelni naukowcy, którzy uczciwie pracują i dążą do uświadamiania ludzkości.

Niestety grupa ta nie jest tak liczna, nie ma też siły przebicia (za nimi nie stoją miliony), a oni sami najczęściej albo chowają swe odkrycia do szuflady, albo umierają bądź znikają w dziwnych okolicznościach…

W ostatnim czasie niezależne media z całego świata co rusz podawały informacje o tajemniczej śmierci bądź zniknięciach holistycznych lekarzy.

W czerwcu 2015 roku dr James Jeffrey Bradstreet znany z intensywnych badań nad kwestią autyzmu został znaleziony martwy przez wędkarza w wodach zalesionej rzeki w Karolinie Północnej (o całej sprawie pisaliśmy w artykule Nagalaza, czyli morderstwo za prawdę…).

Thomas Fay, który przez ostatnie dwadzieścia lat swojego życia pomagał tysiącom pacjentów w naturalnym leczeniu chorób, w sierpniu 2017 roku zmarł niespodziewanie w podejrzanych okolicznościach.

Wcześniej światem wstrząsnęła nagła śmierć Ann Boroch, lekarki holistycznej i autorki poradników o zdrowiu (np. Grzyby Candida: przyczyna większości chorób).

 

Ann-Boroch.jpg
Ann Boroch (źródło: internet)

 

Kobieta żyła w opozycji wobec przemysłu farmaceutycznego i była autorką wielu badań obnażających prawdę o sprzedawanych lekarstwach oraz potwierdzających, że to drożdże i grzyby są główną przyczyną chorób autoimmunologicznych, których wyniki swoją drogą po jej śmierci nagle zaczęły znikać z Internetu.

Z mafią farmaceutyczną przegrał także dr Chris Cheung oraz australijska lekarka holistyczna polskiego pochodzenia Justine Damond (znana też jako Justyna Ruszczyk), która jawnie sprzeciwiała się medycynie konwencjonalnej i przemysłowi farmaceutycznemu.

Wszyscy ci lekarze holistyczni wraz z osiemdziesięcioma innymi osobami zostali zabici lub zmarli w niewyjaśnionych okolicznościach zaledwie w ciągu 18 miesięcy, bo byli niewygodnymi świadkami przewinień Big Pharmy.

Warto przypomnieć, że na naszym rodzimym rynku również mamy osoby, które walczą z mafią farmaceutyczną.

Przykładowo, w naszym artykule o Jerzym Ziębie możecie przeczytać więcej o jego walce z krętactwem, kłamstwami i matactwem m.in. na temat nielegalnych eksperymentów na zdrowiu Polaków.

Wyznaczniki prawdy czy kłamstwa?

Pozostaje więc pytanie – czy wierzyć, czy nie wierzyć naukowcom?

Doktor Richard Horton, redaktor naczelny czasopisma Lancet, najbardziej szanowanego pisma medycznego na świecie, w 2015 roku wydał oświadczenie, w którym napisał:

Sprawa przeciwko nauce jest prosta: większość literatury naukowej, być może połowa, może być nieprawdziwa. Ich fałsz polega na nierzetelności.

Badania przeprowadzane są na małą skalę, na małych rozmiarach i na małej ilości próbek. Przez to są niewiarygodne, a ich analiza i wnioski uderzają w konflikt interesów.

Nauka podjęła zwrot ku ciemności.

 Z kolei była redaktor naczelna innego prestiżowego czasopisma medycznego – New England Medical Journal (NEMJ) – Dr Marcia Angell wyznała:

To jest po prostu niemożliwe, aby wierzyć jakimkolwiek badaniom klinicznym, aby polegać na ocenie zaufanych lekarzy lub autorytatywnym informacjom medycznym.

Nie mam przyjemności w oznajmianiu tego wniosku, do którego doszłam powoli i niechętnie, po moich dwóch dekadach pracy jako redaktor New England Journal of Medicine.

 Podobne stanowisko przyjął także jej poprzednik prof. Arnold S. Relman:

Zawody medyczne są kupowane przez przemysł medyczny, nie tylko w kwestiach praktyki medycznej, ale także nauczania i badań.

Instytucje akademickie tego kraju godzą się na to, by stawać się płatnymi agentami przemysłu farmaceutycznego.

Uważam to za niegodne.

Ponownie więc powraca tutaj pytanie – wierzyć czy nie wierzyć w badania naukowe?

Jak reagować na kolejne doniesienia ze świata nauki?

Przede wszystkim – ROZSĄDNIE, z ROZWAGĄ i ze SCEPTYCYZMEM, o czym pisaliśmy także w kwestii tego, jak podchodzić do informacji we współczesnym świecie.

Warto pamiętać, że nie wszystkie badania kliniczne sponsorowane przez przemysł farmaceutyczny ujrzą światło dzienne.

Te, których wyniki okazują się złe, niekorzystne dla sponsora, niszczy lub zamyka się w szafie.

Również nie wszystkie dobre wyniki opracowane przez niezależnych naukowców ujrzą światło dzienne.

Dlatego WERYFIKUJCIE, SPRAWDZAJCIE, ANALIZUJCIE!

Nie wierzcie ślepo w każde zapewnienie lekarza, naukowca, badacza.

Włączcie umysł analityczny, bo dopiero wiele badań i źródeł na jeden temat daje nam ogólną wiedzę, czy coś działa lub nie.

Odkrywanie prawdy przecież nigdy nie było i nie jest proste, wymaga odrobiny poświęcenia.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką oznaczono odnośniki do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.