Kobieta dbająca o rodzinę i ognisko domowe, i mężczyzna chroniący ją i zapewniający jej byt. Dawne czasy, stereotyp, czy może jednak coś więcej? Energia żeńska i energia męska to przecież dwa bieguny, które łączą się w jednym tańcu, jakim jest życie…

My kobiety, tak mamy zakodowane, że jesteśmy gorsze, czy niegodne, że odbiera nam to czasem czystość myślenia i odcina nas od naszej kobiecej energii, od naszej mocy.

Bycie kobietą kojarzy nam się z czymś ciężkim, przytłaczającym, a wcale nie musi tak być.

To my poprzez swoje skojarzenia czynimy z kobiecości udrękę.

Patrząc poprzez pryzmat minionych czasów i dając się mamić cywilizacyjnemu pędowi, postrzegamy rolę kobiety jako nijaką, mało atrakcyjną, jako karę, czy zniewolenie.

Tak idąc przez życie, cierpimy, tak patrząc na świat, obwiniamy mężczyzn.

Zabijamy w sobie kobiecość, tym samym zabijając prawdziwą męskość w mężczyznach.

Pamiętajmy, że pod wpływem impulsu płynącego od mężczyzny, to w kobiecie stwarza się nowe życie, które dzięki jej dbałości fizycznej i energetycznej rośnie i dojrzewa w jej łonie.

Nowe życie, które później ona rodzi do świata.

To dzieje się nie tylko fizycznie, przy poczęciu nowego, młodego człowieka, ale i energetycznie w każdej dziedzinie życia, przez cały czas.

Równouprawnienie – mądre słowo, znaczące i cenne.

Wprowadziło jednak w ostatnich czasach, myślę spore zamieszanie, a nawet odważyłabym się powiedzieć spore spustoszenie.

Zamysł, idea sama w sobie ma wielki sens, jest szczytna i swojego czasu na pewno była konieczna, by wyłowić kobietę z rolni niewolnicy, a czasem i „nieczłowieka”.

Kobieta i mężczyzna jako równi sobie, nikt nikim nie włada, nie wywyższa się, nie dominuje i siłą rzeczy nie pomiata.

Równość kobiety i mężczyzny względem siebie.

Takie ujęcie równouprawnienia zwłaszcza w świetle historycznych doświadczeń brzmi pięknie i sprawiedliwie.

Patrząc jednak na to, co dzieje się w otaczającym świecie, myślę, że to równouprawnienie poszło zupełnie inną drogą.

Niejednokrotnie my kobiety chcąc zaznaczyć nie tyle swą równość, ile nie bycie gorszą, jesteśmy w swym działaniu agresywne i zdeterminowane tak bardzo, iż śmiało rozpoczynamy walkę, by osiągnąć już czasem nie równość, a swą wyższość.

Często tak bardzo chcemy udowodnić, że wcale nie jesteśmy gorsze, że przejmujemy na siebie i sposób postępowania i czynności przynależne mężczyznom.

Mało tego, by być w tym jak najbardziej efektywne wchodzimy w to całą sobą, zmieniając także swoją postawę, wygląd, fryzurę, strój na styl męski.

Nic w tym dziwnego, zaczyna dominować w nas energia męska i w konsekwencji tego zmienia się cały nasz obraz, sposób bycia, życia i siłą rzeczy, naszej rodziny, a później świata.

To, co kiedyś było atrakcyjną wartością dla nas kobiet, czyli wychowywanie dzieci, dbanie o dom i męża, o rodzinę z miłością, troską i czułością, dziś staje się pogardą dla niejednej z nas.

Smutne to.

Choć patrząc na naszą historię zrozumiałe, nie wzięło się to bowiem z powietrza.

Lata poniżania wykorzystywania i ubezwłasnowolnienia kobiet zebrały swój plon.

Dziś siedzenie w domu to niejednokrotnie potwarz, nikt nie chce być kurą domową!

Patrząc jednak w ten sposób, zaprzeczamy swojej naturze.

Występujemy wbrew sobie, nawet nie wiedząc, że w taki sposób zabijamy same siebie i naszą rodzinę.

Przyjmując taką postawę, zabieramy też pole do działania mężczyźnie w domu.

Potem dziwimy się, że legł bezsilny na kanapie z pilotem od telewizora.

Kogo i co ma zdobywać?

Został zdominowany.

W świecie natury każdy ma swoją rolę, każda z płci ma swoje zadania, predyspozycje i pola do działania.

Zarówno fizycznie, psychicznie, jak i energetycznie jesteśmy do tego uwarunkowani.

Kobieta z natury jest drobniejsza, delikatniejsza, co nie oznacza, że nie jest jednocześnie silna!

Jest subtelniejsza, ma łagodny głos, sposób bycia i działania, jest przecież matką, która tuli swe dzieci.

Zapewnia im ciepło i poczucie bezpieczeństwa.

Kobieta jest bardzo operatywna i dobrze zorganizowana, co też nie powinno nas dziwić, potrzebuje takich cech, by opanować jednocześnie wiele spraw, gromadkę dzieci, posiłki, porządki i dbałość o estetykę całości.

To mamy we krwi, nie tylko ma być zrobione, ale wszystko jest przez nas dbale dopieszczane.

Jest schludne i atrakcyjne.

Kobieta jest bardziej wrażliwa, cierpliwa i wyrozumiała.

Jest opiekunką, karmicielką, pocieszycielką.

Jest matką, żoną kochanką, córką, siostrą, przyjaciółką.

Kobieta nie jest stała, kobieta płynie.

Jest zmienna, ma wiele twarzy i odsłon.

Jest wielobarwna niczym rajski ptak.

Kobieta jest zmysłowością i namiętnością samą w sobie.

Lubi być widziana, adorowana, podziwiana i zdobywana.

Mężczyzna z kolei jest osadzony, stały, stabilny i konkretny.

Jest prosty, w dobrym i klarownym tego słowa znaczeniu.

Mężczyzna jest też silny, zadaniowy i działający.

Mężczyzna lubi zdobywać.

Lubi, gdy się o niego dba.

On nie ma głowy do tego, by ogarniać przestrzeń wokół wraz z jej milionem szczegółów.

Nie ma to dla niego znaczenia, nie dostrzega tego.

Szczegóły dla niego nie istnieją, mężczyzna od razu widzi całość.

Mężczyzna jest odkrywcą, zdobywcą, wojownikiem i wodzem.

Mężczyzna chce się wykazać, chce chronić i broić tego, co jest dla niego ważne.

On sam chce być ważny i potrzebny.

Kiedyś mężczyzna wychodził z domu, by upolować zwierzynę, czy przynieść drewno na opał.

Opuszczał ściany domu, oddalał się, narażając na niebezpieczeństwa, korzystając ze swych zmysłów i zasobów swej siły, przynosił do domu mięso i drewno.

Kobieta zostawała w domu.

Sprzątała, tworzyła ozdoby tak, by przestrzeń w domu była przyjazna domownikom, by mogli w niej żyć i odpoczywać.

Z tego, co przyniósł jej mężczyzna, przyrządzała dla wszystkich strawę i rozpalała płomień, by było wszystkim ciepło.

Dbała i dosłownie i w przenośni o ognisko domowe.

Dzięki niej, tak jak małe dziecko w łonie, domownicy mieli miejsce, gdzie mogli odpoczywać i wzrastać.

Gdzie toczyło się Życie.

Kobieta i mężczyzna, za dnia oddani swym obowiązkom, nocą oddani byli sobie nawzajem, podtrzymując płomień miłości.

Gdy mężczyzna wychodził z domu, by polować bądź by chronić rodzinę, kobieta odpowiednio go wyprawiała, zaopatrywała w strawę, napitek, lecznicze zioła.

Dawała amulet, by go chronił i otaczała swą energią, by świat mu sprzyjał.

Swą zmienną, płynną naturę spełniała i realizowała, dbając o dom, o świątynię jej rodziny.

Dbała o rodzinę, a każda z wykonywanych przez nią czynności napełniała ją energią.

To właśnie pływanie po „obowiązkach” domowych zapewniało płynność kobiecej energii w niej.

Kąpała się w niej.

Była źródłem, z którego karmiła się cała rodzina.

Mężczyzna był impulsem, który to źródło pobudzał i siłą, która je chroniła, dzięki czemu kobieta mogła swobodnie, bez strachu płynąć i napawać życiem wszystko, czemu poświęciła swą uwagę.

Bez ochrony i siły mężczyzny, nie mogłaby łagodnie płynąć.

Mężczyzna bez jej dbałości i czaru, bez jej energii nie miałby siły na swe wyprawy.

Nie miałby, czego chronić.

Kobieta i mężczyzna wzajemnie dają sobie siłę do życia, nadają sens swemu istnieniu.

W całkowicie zdrowy i naturalny sposób.

Poczujmy to.

Jesteśmy dwoma biegunami, które wzajemnie się przeplatają, by istnieć, żyć, tworzyć i powoływać nowe życie, by je chronić i o nie dbać, by mogło wzrastać i podtrzymywać linię życia.

Natura zaprojektowała nas tak, byśmy we wspólnym tańcu, wymieniając swoje energie, tworzyli najwyższą jakość życia.

Na każdym polu i w każdej przestrzeni.

Kobieta jest usłużna mężczyźnie, ale nie w znaczeniu zniewolenia, tylko dbałości.

Mężczyzna stwarza jej warunki, by mogła to czynić.

Dzięki niemu ma ona przestrzeń, by swobodnie dawać wyraz swej kobiecej energii.

I choć brzmi to tak odmiennie od współczesnego postrzegania roli kobiety i mężczyzny w życiu, to jednak gdy się w to wczujemy, dostrzeżemy w tym wielki sens i cud życia.

Taniec energii męskiej i żeńskiej przeplata wszystko, co żywe, wszystko, co rodzi się i wzrasta.

Król i królowa.

Ramię w ramię.

Głowa i kark.

Siła i delikatność.

Ogień i woda.

Niebo i ziemia.

Dopełniając temat, przytoczę stare słowa modlitwy indiańskiej:

Kochaj mnie za to, co widzisz z zamkniętymi oczami,
albo za to, co czujesz, kiedy milczę.
To samo zrobię dla ciebie, wędrując u Twego boku.
A jeśli będziesz ze mną,
nauczę Cię latać,
a Ty nauczysz mnie pozostać.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.