Nasz świat został stworzony tak, że nie rozumiemy, kim jesteśmy. Dosłownie. Dodatkowo ta masowa ignorancja zaprojektowana została w sposób, że zupełnie nie zadajemy pytań. Nie zgłębiamy siebie, ponieważ po pierwsze, nie mamy na to czasu, po drugie nie czujemy takiej potrzeby. Doprowadzono też do tego, że ludzie, którzy w jakiś sposób próbują rozpoczynać swoją duchową przygodę, są, odsuwani, marginalizowani, traktowani jak dziwolągi.

Na szczęście jednak takich osób jest coraz więcej, wobec czego coraz rzadziej czują one odosobnienie, często to uczucie zastępowane jest raczej przez poczucie przynależności.

Łączą się w grupy podobnych sobie.

Niezależnie jednak od tego, czy żyjemy nadal w systemowym pędzie, jesteśmy nastawieni na zarabianie kasy i zaspokajanie swoich potrzeb, czy zaczynamy rozwijać się, poznawać swoją istotę, łączy nas jedna wspólna cecha.

Wypaczony umysł

Nie jest to stwierdzenie w żadnym wypadku na wyrost.

To, co zrobił z nami system, sposób, w jaki ukształtował nas, nasz emocjonalno-myślowy kolektyw, w kontekście faktycznego przeznaczenia umysłu, woła o pomstę do nieba.

W rzeczywistości okazuje się, że to, w jaki sposób korzystaliśmy z niego przez całe życie, jak podchodziliśmy do swoich myśli i emocji, jest absolutnie wypaczone.

Człowiek, w formie, w jakiej istnieje na planecie Ziemi, posiada dwa wielkie centra kreacji.

Pierwsze to oczywiście serce, które jest właściwie w całości egzekutorem naszego pola elektromagnetycznego w przestrzeni. Drugie znajduje się w mózgu.

Oba centra są połączone z sobą nierozerwalnie, w prostej relacji – nasze myśli kreują nasze emocje, które w zależności od naszych programów (mechanizmów, uwarunkowań, podświadomości), generują kolejne myśli, które generują emocje i tak dalej. Sprzężenie zwrotne.

Cały ten system funkcjonowałby bez zarzutu, gdybyśmy wykluczyli element pętli sprzężenia zwrotnego.

W formie myśl – emocja – działanie, byłoby to autentycznie spójne ze wzorem istoty ludzkiej, jako kreatora.

Niestety system zaplanował dla nas automatyczne reakcje emocjonalne, które same w sobie generują kolejne i kolejne.

Jesteśmy dosłownie zamknięci w bańce swojego ego.

foto.123rf.com

Reakcje automatyczne były w nas celowo programowane od wczesnego dzieciństwa. Zaczyna się w momencie, kiedy dziecko wychowywane jest w trybie rozkazującym.

Oczywiście cała sprawa wychowania jest ogromnie złożona, ponieważ rodzice sami w sobie są uwarunkowani, po prostu przenoszą na swoje dzieci część własnych programów.

Spójrzmy jednak nieco głębiej, zastanówmy się, jakie dokładnie działania, albo raczej – brak jakiego działania – jest odpowiedzialny za to uwarunkowanie.

W dzieciństwie tworzony jest w nas rdzeń, na którym w późniejszym czasie, budujemy całą swoją istotę. W ogromnej większości rodzice skupiają się jedynie na przekazach werbalnych swoich dzieci.

Nie zastanawiają się, ani nie pytają, co dziecko czuje. Dzieci w ogromnej większości nie są uczone tego, czym są emocje.

Są uczone, że jeśli czują coś, co jest dla nich trudne, jest to czymś złym. Na frustrację dziecka, odpowiada się złością, programując je tym samym, że nie wolno się frustrować.

Nie wolno się złościć.

Nie wolno robić tak, żeby mama albo tata, byli źli. Muszę robić tak, aby mama albo tata byli zadowoleni.

Niestety ten model jest ogromnie powszechny i będzie musiało upłynąć jeszcze wiele czasu, zanim się to zmieni.

Jako osoby świadome musimy pamiętać, aby nie winić rodziców.. Bardzo często kaci są również ofiarami.

Brak ich winy jednak nie może absolutnie iść w parze z przyzwalaniem na zło, które dotyka najmłodszych obywateli naszego świata, a więc uczmy się reagować, uczmy się kształcić ich z miłością.

Ten model wykształca ludzi, którzy nie mają pojęcia o emocjach. Nie wiedzą o tym, że emocje po prostu są.

Nie są ani dobre, ani złe.

Taki ludziom uczucia kojarzą się jedynie z czymś przyjemnym. Ekstatycznym, euforycznym.

Tacy ludzie akceptują jedynie emocje radości, spełnienia, akceptują, kiedy „jest dobrze”, a uciekają od trudności.

Uważają, że jeżeli czują coś, wypływającego ze spektrum cienia, jest to coś złego i za wszelką cenę chcą od tego uciec. Boją się, że emocje, które nimi władają, zostaną już na zawsze, wobec czego za wszelką cenę próbują je zagłuszyć.

jak najłatwiej je zagłuszyć? Czymś przyjemnym. Decydują się więc na krótkie momenty uciechy, rozrywki, z tego właśnie mechanizmu wyrastają wszelkiej maści uzależnienia.

Tak naprawdę każde uzależnienie wynika z ludzkiej traumy, nieumiejętności poradzenia sobie z tym, co się czuje.

Kiedy nie rozmawiamy o emocjach, marginalizujemy je. To zupełnie niewłaściwie w kontekście próby zrozumienia nas samych, bo to właśnie one kreują przestrzeń wokół nas.

Nieprzypadkowo w naszym świecie to właśnie umysł przejął rolę prowodyra i wśród totalnej większości społeczeństwa, decyzje motywowane są jedynie analizą.

Podążanie za głosem serca jest czymś nieznanym.

Nienormalnym.

Ludzie ogólnie nie wiedzą jak czuć. Całe życie uciekają od swoich emocji, wobec czego zatracili umiejętność ich odczuwania w ogóle.

To w gruncie rzeczy oddalenie się od istoty tego, kim jesteśmy. Wszelkie emocje trudności, lęki, bóle, podlegają nieustannej próbie intelektualizacji.

Czuję się źle, bo…, jest tak, bo… i chwilę później podawane jest remedium. Musimy przyznać się przed samymi sobą, że jesteśmy wybrakowani, system wykształcił z nas emocjonalne kaleki.

Mając świadomość tego, mamy wybór.

Odzyskiwanie kontaktu z przestrzenią serca (bo tylko o tym mowa w tym tekście), jest procesem i wymaga naszego zaangażowania, uczciwej pracy.

Nie dajcie się, kochani, wzrastajcie 🙂

⇒ Czytaj także: TŁUMIONE EMOCJE – CICHY ZABÓJCA TWOJEJ OSOBOWOŚCI


WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.